W tym temacie chciałabym, byśmy dzielili się pomysłami i sposobami na podtrzymywanie/naprawianie kondycji podczas pobytu na nizinach. Kondycji oczywiście potrzebnej podczas górołażenie
Rozpoczynając temat napisze jak u mnie to wygląda. Średnio 3 razy w tygodniu aerobik, częste długie spacery w szybkim tempie. Od czasu do czasu szaleństwa z hantlami, coby łapki udźwignęły resztę

.Przed dłuższym wyjazdem w porywach poranne bieganie. No i kiedy się tylko da jednodniowe łażenie po Beskidach - dystansowe. I to chyba tyle

Ja w zimie staram się dostać na basenik raz w tygodniu. W letnim sezonie jeżdżę na rowerku do pracusi - 2x17 km. Głównie muszę utrzymywać kondycję

Lampka młodego beaujolais do obiadku i obowiązkowo sjesta po.

No tak Doktorze. Ty ze swoją konstytucją nie musisz wyżymać ciało. Ty sobie możesz dać winko. Ja też mogę, ale potrzebuję jescze swoją cielesną skrzynkę malestować.

Ja z kolei stasznie nie lubię się męczyć tak bezproduktywnie, więc wszelkie aerobiki, biegania nie wchodzą w grę. Lubię, jak mój wysiłek ma jakiś widoczny efekt - niekoniecznie w postaci spoconego podkoszulka.

A więc łikendy to koniczki i praca w stajni. Na codzień pozostają tylko marsze do pracy. Na święta na moim osiedlu mają wreszcie otworzyć duży basen, więc jako wodniczka będę się moczyła chociaż raz w tygodniu.

Póki co na kondycję nie narzekam

Jak dbamy o kondycję między kolejnymi wyjazdami w góry

w moim przypadku wystarczy chyba, że chodzę do pracy
dziennie kilka kilometrów w trudnych warunkach w podziemnych chodnikach
z przeróżnymi podejściami, zejściami i "utrudnieniami" 
Mordimer brzmi strasznie! ja jestem wolny ptak dusze się w zamknięciu. Co niestety uniemożliwia mi wchodzenie do jaskiń

ale walcze z tym intensywnie. Bynajmniej nie zamykają mnie na noc do trumny
Ja z racji psa który ma adhd 4x w tygodniu jeżdżę na trening. Do tego pływam 2x w tyg na basenie, choć ten zwyczaj dopiero wznawiam
Pozdrawiam.
I niech nikt mi tu tylko nie pisze, że się chwalę ...
1/ codziennie: hantle, przysiady, pompki, brzuszki, podciągania, wzmocnienia palców
/to ok. 30 minut/
2/ gdy dzień dłuższy rower po ok 20-25 km popołudniem
3/ walka z kolacją - znaczy zazwyczaj wygrywam
Za to w weekendy poprzestaję na wyjazdach na wspin, lub gdy aura płata figle idę w Karkonosze.
hmm... ja dwa razy w tygodniu chodzę na krav magę i raz w tygodniu na siatkę. Dodatkowo conajmnie dwa razy dziennie a bywa i więcej marsz na stację PKP. Czasami też nie czekam na autobus tylko idę kilka przystanków coby nóżki rozchodzić. Generalnie nie mam w zwyczaju jak sporo część ludzi mieszkających w wawie czekać 10 min po to tylko żeby podjehać jeden przysatnek. Przecież w tym czasie można dojść
To by było na tyle
A więc łikendy to koniczki i praca w stajni.
Mam sentyment do spędzania czasu w ten sposób
Przez ładnych kilka lat każde wolne popołudnie spędzałam na padoku albo scigając się po lasach. Tylko pozazdrościć Hella!
dziennie kilka kilometrów w trudnych warunkach w podziemnych chodnikach
z przeróżnymi podejściami, zejściami i "utrudnieniami"
Te "utrudnienia" to zapewne różnego typu żelastwo podziemne - drabiny itp. Mój mąż "trenuje" na czymś takim, tzw. podziemna siłownia
(...) pompki,
Pajączku, te pompki to damskie czy męskie?

A tak serio to ładnie sobie dajesz w kość. Podoba mi się
Pompki nie-ważne, ważny cel i przyjemność realizacji*.
Pozdrawiam serdecznie.
*jutro najpierw piony i prostowanie palców na granitach /czyt. wspin/ , potem noc na szlaku, wschód słońca na Czarnym Grzbiecie, trochę wrzosów na śniadanie na granicznych moczarach /czyt. górołażenie w Karkonoszach/ i odpuszczam przez weekend ćwiczenia

Łoo! Jacy tu wszyscy aktywni! Aż wstyd się przyznać, że ja jakoś o moją kondycję specjalnie nie dbam. Jak jest pogoda to rower. Dawno minęły czasy gdzie chodziłam 2 razy w tygodniu na treningi siatkówki. Ech..
w moim przypadku wystarczy chyba, że chodzę do pracy
dziennie kilka kilometrów w trudnych warunkach w podziemnych chodnikach
z przeróżnymi podejściami, zejściami i "utrudnieniami"

Mordimer, a na jakiej grubie ćwiczysz?
ja oprócz wymienionych przez Ciebie ćwiczeń, które to znajdują sie w moim zakresie obowiązków - wykonuję również ćwiczenia mniej dozwolone dla mnie...
- wymachy kilofem w celu obrywki skał stropowych
- wskakiwanie i zeskakiwanie z pomostu roboczego ( tak zwany jumpstep górniczy)
- gimnastyka z łopatą
- rozluźniający masaż pleców przez górne rolki gumy, którą jadę 
- wskakiwanie i zeskakiwanie na Gwarki - tak zwala ogólnorozwojówka z adrenaliną
- Biegi przełajowe - jak nadsztygar nas goni pod szybem jak za szybko uciekamy z roboty
Plywanie synchroniczne - jak zalany chodnik i trzeba na golasa zaiwaniać...
ogólnie to po takim treningu nic mnie kondycyjnie nie może w górach zaskoczyć 
Sokole.. rozłożyłeś mnie totalnie tym opisem!
