31-08-2008, 06:16 PM
No i nadszedł czas na eksplorację Tatr Słowackich, bo człowiek tylko po tych polskich chadza a przecież po
drugiej stronie granicy tez jest pięknie i co najważniejsze nie ma ludzi.
Krótka rozmowa ze starym kompanem (max 10 min.) i trasa ustalona -Polski Grzebień od Łysej Polany do
Tatrzańskiej Polanki z odskokiem na Małą WYsoką (2429 mnpm).
Dnia 23 sierpnia 2008r paskudna komórka obudziła mnie o godz. 03,30 , maksymalnym wysiłkiem zwlokłem
się z wyra
(biorąc pod uwagę że zasnąłem o 24,00 , bo dojazd do Zakopanego jeżeli chodzi o czas graniczy
z wyprawą alpejską) i zawsze mam te same pytanie do siebie - czy to jest choroba czy miłość
?
Jaka by nie była odpowiedź to normalne chyba nie jest (a więc choroba ale nie groźna).
O godz. 06,00 dojeżdżamy autem do Łysej Polany i o dziwo trochę aut jest , bo ludzie się połapali że poco
płacić na Palenicy jak tu jest za free.
Plecaki na plecy i fru zanurzamy się w tatrzańską otchłań, szlakowskaz "mówi" że do Polskiego Grzebienia
jest 05,15 godz.- no nie ma lekko ale nikt nie obiecywał że będzie łatwo.
Dreptamy mocnym krokiem doliną białki gdzie rzeki chwilowo nie ma (zmieniła swoje koryto) i dość długo
"nie zdobywamy metrów" a to bardzo martwi mojego kompana , szybko tłumaczę że nie "boi" jeszcze
będziemy sapać (w przyrodzie nic nie ginie).
Wkraczamy w Dolinę Białej Wody i tu już zaczynają się widoczki , po prawej stronie prezentuje się nam
Młynarz (2170 mnpm) ale nie "on" tu gra główna rolę tylko Nawiesista Turnia (1830 mnpm) , co za zudowne
urwisko tak jakby ktoś go siekierą "ociupał" (zdj. 01).
Po "chwili" wychodzimy z lasu i "prosto" w "surowy teren", bardzo ciekawy układ bo można powiedzie że
tam nie ma pasma kosodrzewin (bardzo mało) i jest takie "uderzenie wzrokowe" - las i zaraz na około granit
a to dodaje temu terenowi swoistego uroku.
Po wyjściu z lasu to już widoki 1 klasa - Ganek, Rumanowy , po lewej Hruba Turnia - no cóż tu pisać pióro
tego nie odda , to trzeba widzieć.
Jesteśmy w Litworowej Dolinie i jest to czego brakowało towarzyszowi -"metry", zaczynamy iść w górę ,
organizm przechodzi na bieg terenowy , pompa zaczyna tłoczyć, płuca też i nie wiedzieć dlaczego na
czole pojawiają się kropelki cieczy.
Na Litworowym Stawie planowany posiłek , tylko jakoś się "on" dziwnie oddalał ale w końcu jako tako po
japońsku doszliśmy i jest zasłużony dłuższy odpoczynek. Widoki przecudne w oddali Rysy , Wysoka ,
Na pierwszym planie Ganek i różne turnie , turniczki i źleby, za plecami Mała Wysoka na około same
szczyty , przełęcze i oczywiście wszędobylska Hruba Turnia (bardzo ładny szczyt taki "piramidalny").
Na szlaku zero ludzi aż się chce tu zamieszkać, ale na razie trzeba tyłek dźwigać i brać się dalej bo prze-
-łęcz sama nie przyjdzie (a pojawiają się chmurki
).
Dochodzimy do Zmarzłego Stawu , uzupełniamy wodę , rzut oka na Rohatkę i dawaj dalej po chmurki straszą.
Po 4 godzinach osiągamy Polski Grzebień (wdług szlakowskazu na Łysej 05,15
) no i wiadomo na oko od razu
rzuca się Gerlach, mam go jak na dłoni w zasięgu ręki w całej okazałości. Piękny , masywny , zastanowi-
-łem się czy kiedyś na niego wejdę, na przełęczy mamy gościa który się właśnie z niego wycofał od słowa
do słowa no i się okazało że biedak nie wyrobił kondycyjnie ( na oko 45 lat) i przeszło 300 zł. poszło pa.
Trochę świeżych danych:
Polski przewodnik 1000 zł.
- bierze 3 osoby (4 osoby warunkowo - ale jest "ciężko") zabiera swoim autem
z Zakopanego.
Słowacki 6800 koron - bierze 4 osoby ( dane z Ślaskiego Domu) sprawy się załatwia w Smokowcu.
No my jeszcze musimy jakiś szczyt zaliczyć bo inaczej być nie może , pchamy się do góry tu już nie ma
co rozglądać bo teren trudniejszy a i chur coraz więcej (czuję zagrożenie) po ok. 50 min. stajemy na szczycie
Mała Wysoka (2429 mnpm) , gratulujemy sobie nawzajem choćbyśmy na K2 weszli. Mgły które przyszły
opadły do dolin i widok zrobił się że aż dech w piersiach zaparło
. Trudno tu wyliczać szczyty bo wszystko
było w zasięgu wzroku , gdzieś daleko Łomnica, Durny Szczyt ... bliżej Jaworowy na zachód doszła jeszcze
Wysoka gdzieś w oddali nasza Orla Perć , wszystko raz jest a za chwilę mgła przykrywa to odsłania i wyła-
-niają się same "szpikulce" po prostu baśń, jedynie Gerlach zasłonił sie i już nie pokazał swojego oblicza.
Otwieramy mapę i staramy się wyłapać każdy szczyt , zapamiętać go wzrokowo (aby w zagadkach doktora
pokonać )ale gdzie tam tego jest za dużo. Mgły wyraźnie podkreślają doliny i odzielają poszczególne granie.
Zmarzły Staw jest praktycznie pod nogami (swoja drogą ciekawe bo są dwa - ten i jeszcze jest w Dolinie
Cieżkiej , chyba że mam na mapie błąd). No nic po 0,5 godz. trzeba wracać na "Grzebień" bo czeka nas
długa droga na dól przez Dolinę Wielicką. Sama dolina miodzio po jednej stronie ściana Gerlacha (tylko
dolne partie -mgła go nie opuszcza) a po drugiej w pełnej klasie Granaty Wielickie , Dwoista Turnia wszystko
przeszło 2000 mnpm. Przepięknie one sterczą na doliną niczym Dolomity (oczywiście porównuję ze zdjęciami
bo nie byłem). po drodze mijamy Wielicki Staw i jesteśmy w cywilizacji - Śląski Dom ohydny komunistyczny
twór , to się nadaje do wyburzenia i postawienia na nowo według mądrego projektu który się będzie kompono-
-wał z otoczeniem (toż to Kalatówki są 5 razy ładniejsze). Sączymy złocisty napój i znikamy na dół bo za dużo
ludzi i przestało mi się podobać , tu już nie ma co oglądać a więc idę jak automat do chodzenia , w pewnym
las zniknął ... ale to hektary lasu (tam był pożar czy wichura i zmietła wszystko) wygląda to bardzo "smutno"
niczym były poligon jądrowy choć już się trochę zazieleniło - trawa , jarzebina itp. Nie ma się co odwracać za
siebie bo chmurzyska opatuliły góry już na całego i tak dobrze że nas nie dolało.
Nasza piesza wędrówka zakończyła się w Tatrzańskiej Polance , taka sobie mieścinka którą przy drobnej nie-
-uwadze szło by przejść środkiem.
Całą drogę martwiliśmy się jak my wrócimy do "Łysej" to nie Zakopane że busów na tony , ale za to mają
jedno "Elektrićka", nie zdążyłem papierosa wypalić i już my jechali za 2 złote od osoby w kierunku Tatrzańskiej
Łomnicy z przesiadką w Starym Smokowcu. W Tatrzańskiej Łomnicy za 20 minut wiózł nas autobus do "Łysej"
(6 złoty od osoby). I tak dojechaliśmy do miejsca z którego ruszyliśmy na nasz "spacerek" a to oznaczało
koniec wyprawy i to w pełni znaczeniu tego słowa (ogólnie kawał drogi). Byliśmy tak "napompowani" radością
że już planowaliśmy na wrzesień - Dolina Jaworowa albo Krywań .... zobaczymy.
No i fotki.
01 - Nawiesista Turnia
02 - Pierwszy po prawej Ganek
03- Zmarzły Staw
04 - Polski Grzebień w tle Gerlach
05 - Widok z M. Wysoka , w tle z tyłu Łomnica i Durny Szczyt
06- Hruba Turnia
07 - Jeszcze raz Hruba Turnia tylko z "innym" tłem
08 - Dzika Turnia i Rohatka (widać szlak i ludzi) można dojść do Zbójnickiego schroniska
09 - to już Dolina Wielicka i Granaty Wielickie
[attachment=14633][attachment=14634][attachment=14635][attachment=14636][attachment=14637][attachment=14638][attachment=14639][attachment=14640][attachment=14641]
drugiej stronie granicy tez jest pięknie i co najważniejsze nie ma ludzi.
Krótka rozmowa ze starym kompanem (max 10 min.) i trasa ustalona -Polski Grzebień od Łysej Polany do
Tatrzańskiej Polanki z odskokiem na Małą WYsoką (2429 mnpm).
Dnia 23 sierpnia 2008r paskudna komórka obudziła mnie o godz. 03,30 , maksymalnym wysiłkiem zwlokłem
się z wyra
(biorąc pod uwagę że zasnąłem o 24,00 , bo dojazd do Zakopanego jeżeli chodzi o czas graniczy z wyprawą alpejską) i zawsze mam te same pytanie do siebie - czy to jest choroba czy miłość
?Jaka by nie była odpowiedź to normalne chyba nie jest (a więc choroba ale nie groźna).
O godz. 06,00 dojeżdżamy autem do Łysej Polany i o dziwo trochę aut jest , bo ludzie się połapali że poco
płacić na Palenicy jak tu jest za free.
Plecaki na plecy i fru zanurzamy się w tatrzańską otchłań, szlakowskaz "mówi" że do Polskiego Grzebienia
jest 05,15 godz.- no nie ma lekko ale nikt nie obiecywał że będzie łatwo.
Dreptamy mocnym krokiem doliną białki gdzie rzeki chwilowo nie ma (zmieniła swoje koryto) i dość długo
"nie zdobywamy metrów" a to bardzo martwi mojego kompana , szybko tłumaczę że nie "boi" jeszcze
będziemy sapać (w przyrodzie nic nie ginie).
Wkraczamy w Dolinę Białej Wody i tu już zaczynają się widoczki , po prawej stronie prezentuje się nam
Młynarz (2170 mnpm) ale nie "on" tu gra główna rolę tylko Nawiesista Turnia (1830 mnpm) , co za zudowne
urwisko tak jakby ktoś go siekierą "ociupał" (zdj. 01).
Po "chwili" wychodzimy z lasu i "prosto" w "surowy teren", bardzo ciekawy układ bo można powiedzie że
tam nie ma pasma kosodrzewin (bardzo mało) i jest takie "uderzenie wzrokowe" - las i zaraz na około granit
a to dodaje temu terenowi swoistego uroku.
Po wyjściu z lasu to już widoki 1 klasa - Ganek, Rumanowy , po lewej Hruba Turnia - no cóż tu pisać pióro
tego nie odda , to trzeba widzieć.
Jesteśmy w Litworowej Dolinie i jest to czego brakowało towarzyszowi -"metry", zaczynamy iść w górę ,
organizm przechodzi na bieg terenowy , pompa zaczyna tłoczyć, płuca też i nie wiedzieć dlaczego na
czole pojawiają się kropelki cieczy.
Na Litworowym Stawie planowany posiłek , tylko jakoś się "on" dziwnie oddalał ale w końcu jako tako po
japońsku doszliśmy i jest zasłużony dłuższy odpoczynek. Widoki przecudne w oddali Rysy , Wysoka ,
Na pierwszym planie Ganek i różne turnie , turniczki i źleby, za plecami Mała Wysoka na około same
szczyty , przełęcze i oczywiście wszędobylska Hruba Turnia (bardzo ładny szczyt taki "piramidalny").
Na szlaku zero ludzi aż się chce tu zamieszkać, ale na razie trzeba tyłek dźwigać i brać się dalej bo prze-
-łęcz sama nie przyjdzie (a pojawiają się chmurki
).Dochodzimy do Zmarzłego Stawu , uzupełniamy wodę , rzut oka na Rohatkę i dawaj dalej po chmurki straszą.
Po 4 godzinach osiągamy Polski Grzebień (wdług szlakowskazu na Łysej 05,15
) no i wiadomo na oko od razu rzuca się Gerlach, mam go jak na dłoni w zasięgu ręki w całej okazałości. Piękny , masywny , zastanowi-
-łem się czy kiedyś na niego wejdę, na przełęczy mamy gościa który się właśnie z niego wycofał od słowa
do słowa no i się okazało że biedak nie wyrobił kondycyjnie ( na oko 45 lat) i przeszło 300 zł. poszło pa.
Trochę świeżych danych:
Polski przewodnik 1000 zł.
- bierze 3 osoby (4 osoby warunkowo - ale jest "ciężko") zabiera swoim autem z Zakopanego.
Słowacki 6800 koron - bierze 4 osoby ( dane z Ślaskiego Domu) sprawy się załatwia w Smokowcu.
No my jeszcze musimy jakiś szczyt zaliczyć bo inaczej być nie może , pchamy się do góry tu już nie ma
co rozglądać bo teren trudniejszy a i chur coraz więcej (czuję zagrożenie) po ok. 50 min. stajemy na szczycie
Mała Wysoka (2429 mnpm) , gratulujemy sobie nawzajem choćbyśmy na K2 weszli. Mgły które przyszły
opadły do dolin i widok zrobił się że aż dech w piersiach zaparło
. Trudno tu wyliczać szczyty bo wszystko było w zasięgu wzroku , gdzieś daleko Łomnica, Durny Szczyt ... bliżej Jaworowy na zachód doszła jeszcze
Wysoka gdzieś w oddali nasza Orla Perć , wszystko raz jest a za chwilę mgła przykrywa to odsłania i wyła-
-niają się same "szpikulce" po prostu baśń, jedynie Gerlach zasłonił sie i już nie pokazał swojego oblicza.
Otwieramy mapę i staramy się wyłapać każdy szczyt , zapamiętać go wzrokowo (aby w zagadkach doktora
pokonać )ale gdzie tam tego jest za dużo. Mgły wyraźnie podkreślają doliny i odzielają poszczególne granie.
Zmarzły Staw jest praktycznie pod nogami (swoja drogą ciekawe bo są dwa - ten i jeszcze jest w Dolinie
Cieżkiej , chyba że mam na mapie błąd). No nic po 0,5 godz. trzeba wracać na "Grzebień" bo czeka nas
długa droga na dól przez Dolinę Wielicką. Sama dolina miodzio po jednej stronie ściana Gerlacha (tylko
dolne partie -mgła go nie opuszcza) a po drugiej w pełnej klasie Granaty Wielickie , Dwoista Turnia wszystko
przeszło 2000 mnpm. Przepięknie one sterczą na doliną niczym Dolomity (oczywiście porównuję ze zdjęciami
bo nie byłem). po drodze mijamy Wielicki Staw i jesteśmy w cywilizacji - Śląski Dom ohydny komunistyczny
twór , to się nadaje do wyburzenia i postawienia na nowo według mądrego projektu który się będzie kompono-
-wał z otoczeniem (toż to Kalatówki są 5 razy ładniejsze). Sączymy złocisty napój i znikamy na dół bo za dużo
ludzi i przestało mi się podobać , tu już nie ma co oglądać a więc idę jak automat do chodzenia , w pewnym
las zniknął ... ale to hektary lasu (tam był pożar czy wichura i zmietła wszystko) wygląda to bardzo "smutno"
niczym były poligon jądrowy choć już się trochę zazieleniło - trawa , jarzebina itp. Nie ma się co odwracać za
siebie bo chmurzyska opatuliły góry już na całego i tak dobrze że nas nie dolało.
Nasza piesza wędrówka zakończyła się w Tatrzańskiej Polance , taka sobie mieścinka którą przy drobnej nie-
-uwadze szło by przejść środkiem.
Całą drogę martwiliśmy się jak my wrócimy do "Łysej" to nie Zakopane że busów na tony , ale za to mają
jedno "Elektrićka", nie zdążyłem papierosa wypalić i już my jechali za 2 złote od osoby w kierunku Tatrzańskiej
Łomnicy z przesiadką w Starym Smokowcu. W Tatrzańskiej Łomnicy za 20 minut wiózł nas autobus do "Łysej"
(6 złoty od osoby). I tak dojechaliśmy do miejsca z którego ruszyliśmy na nasz "spacerek" a to oznaczało
koniec wyprawy i to w pełni znaczeniu tego słowa (ogólnie kawał drogi). Byliśmy tak "napompowani" radością
że już planowaliśmy na wrzesień - Dolina Jaworowa albo Krywań .... zobaczymy.
No i fotki.
01 - Nawiesista Turnia
02 - Pierwszy po prawej Ganek
03- Zmarzły Staw
04 - Polski Grzebień w tle Gerlach
05 - Widok z M. Wysoka , w tle z tyłu Łomnica i Durny Szczyt
06- Hruba Turnia
07 - Jeszcze raz Hruba Turnia tylko z "innym" tłem
08 - Dzika Turnia i Rohatka (widać szlak i ludzi) można dojść do Zbójnickiego schroniska
09 - to już Dolina Wielicka i Granaty Wielickie
[attachment=14633][attachment=14634][attachment=14635][attachment=14636][attachment=14637][attachment=14638][attachment=14639][attachment=14640][attachment=14641]
Dzięki za relację