03-09-2021, 06:28 PM
31 lipca, dzień piąty, Baza Namiotowa Głuchaczki - Schronisko na Hali Krupowej
Ja wstaję o 4:30. Dziadek potrzebuje więcej czasu na przygotowanie do porządnej wyrypy niż młodzież. Dzisiaj nas czeka porządna batalia. Jest to kara za to, że olewałem drugi dzień. Teraz mnie czeka worek Mędralowej, Babia i Polica. Tak bym Mędralową miał za sobą z noclegiem na Markowych z normalnym pałaszowaniem śniadanka. A tak muszę najpierw tam dojść, żebym na niego zasłużył. Kończę to mądrowanie i czas odwiedzić Mędralową. Krótko po 5:00 startujemy. Kolejna anomalia szlakowa GSB. Idziemy na Babią, ale my właściwie się od niej oddalamy. Winna jest temu właśnie Mędralowa, która stoi bokiem i obowiązkowo trzeba ją odwiedzić. Mijamy miejsce o nazwie Górne Głuchaczki. Tutaj można sobie zafundować skrót i normalnie wyjść na Jałowieckie Siodło(- 1,5 km). Przeciwległa grań jest oddalona co by plecakiem rzucił. Jednak obowiązek obowiązkiem i Mędralowa nas będzie dzisiaj witać. Na dodatek mi się wydaje, że podejście nie jest takie brutalne, jak na wczorajszą Jaworzynę.
[attachment=90579]
Z podejścia na Mędralową widzimy Jaworzynę i w oddali Pilsko. Trochę mnie niepokoją tworzące się chmury na niebie. Prognoza zapowiada na dzisiaj jakieś zmiany. Coś ma poburzyć, coś popadać. O 6:00 meldujemy się na Mędralowej.
[attachment=90580][attachment=90581]
Na razie nas wita słoneczko i ja się cieszę widokami. Chyba mam bzika na punkcie szałasów, ale ja jestem niewinny. One mi same wchodzą w drogę. Kolejne na Hali Mędralowej i to nie wszystko. Za szałasem w oddali widać łąkę, chyba to jest Przełęcz Klekociny i tam ma znajdować się Schronisko Zygmuntówka. O nim jeszcze nie wiem nic.
[attachment=90582]
Żeby wykonać rozkaz po wojskowemu: "W tył zwrot" i znów dreptać ku Babiej, to musimy minąć najwięcej wysunięty na północ punkt Słowacji. Co było tutaj na "końcu świata/Słowacji" w niedawnej (może i w teraźniejszości) przeszłości wynosną czynnością tutejszego ludu, poznać ze zdjęcia.
[attachment=90583]
O zbójach nie wspominam, ci grasowali wszędzie. To, co od Głuchaczek oddreptaliśmy na Mędralową, to zdreptaliśmy na Żywieckie Rozstaje. Opuszczamy grań i na dodatek odnotowuję, że pogoda może być też deszczowa. Markowe Szczawiny odwiedzamy na mokro.
[attachment=90584]
8:15 i ja nareszcie odbieram śniadanko z okienka. Chyba to był zestaw Głodomora. Głód był silny, ponieważ wspomniałem sobie na udokumentowanie po zżarciu 2/3 zawartości. Załamanie pogody stawia nas przed pytaniem: "Co dalej?". Kontynuować dalej na Babią lub poczekać na przyjaźniejszą pogodę. Pójść na skróty (niebieskim) nie wchodzi w rachubę. Burzowo nie jest, do deszczu jesteśmy przygotowani i dlatego decyzja: "Idziemy do góry".
[attachment=90585]
Wejście na Bronę, by miało być kolejnym podrywem. Może jednak z powodu śniadanka Głodomora podejście nie robiło mi żadnych problemów. A miało by. To podejście nie będzie zaliczane do wyciskaczy tchu. Dalszy gramling na wierzchołek jest jeszcze lepiej rozłożony względem odległości.
[attachment=90586]
Do przejawu deszczowej pogody dochodzi mleczna widoczność. Jeszcze wciąż jest dobrze, nie odnotowuję żadnych zakłóceń w swoim organizmie. Chyba jednak byliśmy grzeczni, to mleko nas trapiło tylko chwilę.
[attachment=90587]
To zdjęcie wysłałem na forum w momencie, kiedy deszcz obniżył temperaturę poniżej 11 stopni. Wtedy Tomtur na drugim końcu Polski sobie bużyrował w cieplutku na słonecznej plaży. Po 1,5 godzinie jesteśmy na wierzchołku. Zwłaszcza forumowiczka Dagna miała z wyjścia niezmierną radość. Widoki na Babiej były dla niej zapowiedziane tak, jak dla Tomtura są zapowiedziane widoki z Chocza. Ona tym razem była wynagrodzona.
[attachment=90588][attachment=90589]
Moja małość na wierzchołku i widok na Policę. Tam mamy jeszcze dziś dojść? No, najpierw trzeba nam się "doturlać" (często wypowiadane słowo Dagny) na Krowiarki. Mamy sobotę i od Krowiarek tworzy się korowód. Napotkałem nawet panieński orszak. Przyszła panna młoda wyciągnęła swoje koleżanki na Babią. Co sobie pomyśleć? Baby na Babiej? Sabat czarownic? Można tylko pochwalić taką inicjatywę na panieńskim. Schodzę coraz niżej.
[attachment=90590]
Co jakiś czas widzę, jako część chodnika kawałek smutnej historii. Ciekawe wykorzystanie kamieni granicznych chyba z okresu IIWW. Może się mylę (może ktoś postawi korektę), ale nie tworzyła przypadkiem Babia trójstyk III Rzeszy/Generalnej Guberni/Państwa Słowackiego? Widoczne są kamienie z "D". Jak wtedy była oznaczona Generalna Gubernia? Sporo pytań. Krowiarki znaczą kolejne zahaczenie o cywilizację. Ordynujemy sobie dłuższy odpoczynek. Jest krótko po południu i na halę jest szansa dobelgać się o normalnym czasie.
[attachment=90591]
Sporo aut na przełęczy oznacza jeszcze więcej ludzików po kopcach. Obawiam się, że coś też drepcze w stronę Policy i będzie chciało przenocować na Krupowej. Ociężale decydujemy wyruszyć w ostatni odcinek tego dnia. Najpierw Syhlec. Brrr! Nie muszę tego kopczyka. Jakoś mi tutaj nie pasuje. W drodze na Halę Śmietanową moje obawy się sprawdzają. Sporo weekendowych turystów ma te same zamiary co my.
[attachment=90592]
Będzie wesoło. Nawet dziatwa wyruszyła pilnować swoich rodziców w górach. Zwalniamy tempo, aczkolwiek mielibyśmy raczej go zwiększyć. Powodem są borówki. Całe plantacje otaczają chodnik, po którym kroczymy. Nie zaczerpnąć tego bogactwa lasów byłoby grzechem. On się ten szlak na Policę ciągnie jak miód. Nie jest to żadna bułka z masłem.
[attachment=90593]
Kontrolny widok z Policy na Babią. Faktycznie sporo się oddaliła i to oznacza, że meta jest blisko.
[attachment=90594]
Widok na Halę Krupową jest wyzwalający. Koniec dzisiejszego turlania. Sporo czasu i km nas to kosztowało. Jest 16:30 i po 11 godzinach (czystych 9:00) i 28,3 km wkraczamy do Schroniska na Hali Krupowej. Dzisiaj faktycznie mam dreptania powyżej uszu, ale jak już pisałem, to jest kara za obzyganie się w drugim dniu. A to mnie czeka jutro najdłuższa trasa.
[attachment=90595]
Tym razem dobranoc nam życzą Tomtur z Michałem, którzy w tym samym pokoju spali na bibie w lutym 2018 roku.
Cdn...
Ja wstaję o 4:30. Dziadek potrzebuje więcej czasu na przygotowanie do porządnej wyrypy niż młodzież. Dzisiaj nas czeka porządna batalia. Jest to kara za to, że olewałem drugi dzień. Teraz mnie czeka worek Mędralowej, Babia i Polica. Tak bym Mędralową miał za sobą z noclegiem na Markowych z normalnym pałaszowaniem śniadanka. A tak muszę najpierw tam dojść, żebym na niego zasłużył. Kończę to mądrowanie i czas odwiedzić Mędralową. Krótko po 5:00 startujemy. Kolejna anomalia szlakowa GSB. Idziemy na Babią, ale my właściwie się od niej oddalamy. Winna jest temu właśnie Mędralowa, która stoi bokiem i obowiązkowo trzeba ją odwiedzić. Mijamy miejsce o nazwie Górne Głuchaczki. Tutaj można sobie zafundować skrót i normalnie wyjść na Jałowieckie Siodło(- 1,5 km). Przeciwległa grań jest oddalona co by plecakiem rzucił. Jednak obowiązek obowiązkiem i Mędralowa nas będzie dzisiaj witać. Na dodatek mi się wydaje, że podejście nie jest takie brutalne, jak na wczorajszą Jaworzynę.
[attachment=90579]
Z podejścia na Mędralową widzimy Jaworzynę i w oddali Pilsko. Trochę mnie niepokoją tworzące się chmury na niebie. Prognoza zapowiada na dzisiaj jakieś zmiany. Coś ma poburzyć, coś popadać. O 6:00 meldujemy się na Mędralowej.
[attachment=90580][attachment=90581]
Na razie nas wita słoneczko i ja się cieszę widokami. Chyba mam bzika na punkcie szałasów, ale ja jestem niewinny. One mi same wchodzą w drogę. Kolejne na Hali Mędralowej i to nie wszystko. Za szałasem w oddali widać łąkę, chyba to jest Przełęcz Klekociny i tam ma znajdować się Schronisko Zygmuntówka. O nim jeszcze nie wiem nic.
[attachment=90582]
Żeby wykonać rozkaz po wojskowemu: "W tył zwrot" i znów dreptać ku Babiej, to musimy minąć najwięcej wysunięty na północ punkt Słowacji. Co było tutaj na "końcu świata/Słowacji" w niedawnej (może i w teraźniejszości) przeszłości wynosną czynnością tutejszego ludu, poznać ze zdjęcia.
[attachment=90583]
O zbójach nie wspominam, ci grasowali wszędzie. To, co od Głuchaczek oddreptaliśmy na Mędralową, to zdreptaliśmy na Żywieckie Rozstaje. Opuszczamy grań i na dodatek odnotowuję, że pogoda może być też deszczowa. Markowe Szczawiny odwiedzamy na mokro.
[attachment=90584]
8:15 i ja nareszcie odbieram śniadanko z okienka. Chyba to był zestaw Głodomora. Głód był silny, ponieważ wspomniałem sobie na udokumentowanie po zżarciu 2/3 zawartości. Załamanie pogody stawia nas przed pytaniem: "Co dalej?". Kontynuować dalej na Babią lub poczekać na przyjaźniejszą pogodę. Pójść na skróty (niebieskim) nie wchodzi w rachubę. Burzowo nie jest, do deszczu jesteśmy przygotowani i dlatego decyzja: "Idziemy do góry".
[attachment=90585]
Wejście na Bronę, by miało być kolejnym podrywem. Może jednak z powodu śniadanka Głodomora podejście nie robiło mi żadnych problemów. A miało by. To podejście nie będzie zaliczane do wyciskaczy tchu. Dalszy gramling na wierzchołek jest jeszcze lepiej rozłożony względem odległości.
[attachment=90586]
Do przejawu deszczowej pogody dochodzi mleczna widoczność. Jeszcze wciąż jest dobrze, nie odnotowuję żadnych zakłóceń w swoim organizmie. Chyba jednak byliśmy grzeczni, to mleko nas trapiło tylko chwilę.
[attachment=90587]
To zdjęcie wysłałem na forum w momencie, kiedy deszcz obniżył temperaturę poniżej 11 stopni. Wtedy Tomtur na drugim końcu Polski sobie bużyrował w cieplutku na słonecznej plaży. Po 1,5 godzinie jesteśmy na wierzchołku. Zwłaszcza forumowiczka Dagna miała z wyjścia niezmierną radość. Widoki na Babiej były dla niej zapowiedziane tak, jak dla Tomtura są zapowiedziane widoki z Chocza. Ona tym razem była wynagrodzona.
[attachment=90588][attachment=90589]
Moja małość na wierzchołku i widok na Policę. Tam mamy jeszcze dziś dojść? No, najpierw trzeba nam się "doturlać" (często wypowiadane słowo Dagny) na Krowiarki. Mamy sobotę i od Krowiarek tworzy się korowód. Napotkałem nawet panieński orszak. Przyszła panna młoda wyciągnęła swoje koleżanki na Babią. Co sobie pomyśleć? Baby na Babiej? Sabat czarownic? Można tylko pochwalić taką inicjatywę na panieńskim. Schodzę coraz niżej.
[attachment=90590]
Co jakiś czas widzę, jako część chodnika kawałek smutnej historii. Ciekawe wykorzystanie kamieni granicznych chyba z okresu IIWW. Może się mylę (może ktoś postawi korektę), ale nie tworzyła przypadkiem Babia trójstyk III Rzeszy/Generalnej Guberni/Państwa Słowackiego? Widoczne są kamienie z "D". Jak wtedy była oznaczona Generalna Gubernia? Sporo pytań. Krowiarki znaczą kolejne zahaczenie o cywilizację. Ordynujemy sobie dłuższy odpoczynek. Jest krótko po południu i na halę jest szansa dobelgać się o normalnym czasie.
[attachment=90591]
Sporo aut na przełęczy oznacza jeszcze więcej ludzików po kopcach. Obawiam się, że coś też drepcze w stronę Policy i będzie chciało przenocować na Krupowej. Ociężale decydujemy wyruszyć w ostatni odcinek tego dnia. Najpierw Syhlec. Brrr! Nie muszę tego kopczyka. Jakoś mi tutaj nie pasuje. W drodze na Halę Śmietanową moje obawy się sprawdzają. Sporo weekendowych turystów ma te same zamiary co my.
[attachment=90592]
Będzie wesoło. Nawet dziatwa wyruszyła pilnować swoich rodziców w górach. Zwalniamy tempo, aczkolwiek mielibyśmy raczej go zwiększyć. Powodem są borówki. Całe plantacje otaczają chodnik, po którym kroczymy. Nie zaczerpnąć tego bogactwa lasów byłoby grzechem. On się ten szlak na Policę ciągnie jak miód. Nie jest to żadna bułka z masłem.
[attachment=90593]
Kontrolny widok z Policy na Babią. Faktycznie sporo się oddaliła i to oznacza, że meta jest blisko.
[attachment=90594]
Widok na Halę Krupową jest wyzwalający. Koniec dzisiejszego turlania. Sporo czasu i km nas to kosztowało. Jest 16:30 i po 11 godzinach (czystych 9:00) i 28,3 km wkraczamy do Schroniska na Hali Krupowej. Dzisiaj faktycznie mam dreptania powyżej uszu, ale jak już pisałem, to jest kara za obzyganie się w drugim dniu. A to mnie czeka jutro najdłuższa trasa.
[attachment=90595]
Tym razem dobranoc nam życzą Tomtur z Michałem, którzy w tym samym pokoju spali na bibie w lutym 2018 roku.
Cdn...
może jaki słowniczek stworzyć 



Zamiast slonca to piwo rozgrzewa.
) z biby 2010. Tam wtedy spaliśmy, teraz o chałupę wyżej.